Who the Fuck
Ja wiem, ze to piszac nie przywroce starych czasow. Wiem, ze nie bedziemy znowu piekni i mlodzi (bo teraz to juz jestesmy tylko ATRAKCYJNI i w roznym wieku). Ale prawda jest taka, ze ja sie po prostu robie strasznie sentymentalna (tudziez zawsze bylam) i chce mi sie wylewac wszystko to co tkwi w srodku.
Bo jak to jest, ze ja wracam do domu i dowiaduje sie, ze Kuba ma stala dziewczyne, ze Fufi sie zareczyl, ze Marcin sie odreczyl, ze dziecko Asi ma juz 2 lata, ze Julia non stop znika z kraju, ze Pioter nie napisal jeszcze swojej pracy a Maciek siedzi w nowej zabce i rozwiazuje krzyzowki.
Czasem wydaje mi sie, ze wszystko sie zmienilo, czasem wydaje mi sie nic sie nie zmienia, ze wszyscy brniemy do przodu, ze szukamy naszych szans, ze lapiemy je za cokolwiek zlapac sie dadza, ze nie pozwalamy zyciu nami poniewierac, lub poddajemy sie jego wirowi - niech sie dzieje co chce! ja tu tylko sprzatam
Byc moze wydaje mi sie, ze poniewaz zaczne znow pisac bede blizej. Blizej tego, co mi tak bliskie a ja zostawilo to tak daleko. Byc moze strasznie za Wami tesknie, i pomimo, ze w jakis sposob ukladam tu sobie zycie, chcialabym dalej byc czescia Waszego.
A teraz ide wziac prysznic, Dzien dobry
2009-12-29/13:26:28
skomentuj (1)
illumination
- Jak sie dowiem, ze mnie kolejny facet oklamal, zostane lesbijka.
- A co ty myslisz, ze kobiety takie nie sa...
- No to kupie wibrator.
Ehhh, ciezko o tym wszystkim pisac, ale chyba sobie powinnam napisac na czole 'naiwna - wykorzystaj'. Bo jak to jest na tym swiecie, ze jestes z kims dlugo, mieszkacie razem, ogladacie sobie filmy, czytacie dobre ksiazki, smiejecie, klocicie, wybaczacie, razem sie upijacie, robicie plany, ze zyje sie tak przyjemnie. A potem? A potem przychodzi taki moment, ze oczy sie otwieraja. Wtedy widzisz klamstwo. Jedno wielkie gowno, w ktorym nawet nie wiesz jak dlugo zyles, siedzac obok tej drugiej osoby na kanapie i sluchajac tych wszystkich slodko - pierdzacych slowek.
Tak wiec, przemyslalam sobie wszystkie za i przeciw i jednoglosnie moj rozum i serce doszly do wniosku - wyrzucic! Pomyslec, ze moglabym plakac, glodzic sie, wyc, sluchac smutnych piosenek i wmawiac sobie, ze przeciez one wszystkie sa o mnie. Nie! Nie mam ochoty przechodzic przez to wszystko po raz drugi. Tym razem powiedzialam sobie 'nie rycz glupia, jestes warta wiecej niz te wszystkie wylane lzy'. Tak wiec nie bylo lez i wycia. Zamiast tego sila.
To bylo miesiac temu. W miedzyczasie zdarzyl sie przeciez Londyn, mnostwo butelek czerwonego wina, glosna muzyka i nowe plany.
nienawidze i uwielbiam mezczyzn
Skutkiem jest niewyobrazalna energia zyciowa, chec do zabawy, jedzenia i awersja do ludzi. Obawiam sie, ze chwili obecnej znajduje sie w przekonaniu, ze juz zawsze bede oszukiwana. Bo przez mam to napisane na czole...
Gogol Bordello 'Illumination'
2008-03-07/01:59:35
skomentuj (0)
Londyn
-To jedzmy na ta wystawe! Przy okazji pokaze Ci Londyn, nigdy nie bylas...Zrobmy sobie mily weekend
-Scott! Pogadamy o tym, kidy oboje bedziemy trzezwi, a teraz dolej mi wina.
Cztery dni pozniej bylam juz w pociagu. Zmeczona. Zmeczona praca, rysowaniem, zapachem alkoholu w pracy a przede wszystkim metlikiem w glowie, ktory wydawal mi sie wiekszy i wiekszy z kazdym dniem. Bylam zmeczona i cholernie szczesliwa.
Wreszcie, wreszcie moglam sie gdzies ruszyc, wynalezienie trywialnego powodu, okazalo sie bardzo proste, tak wiec spakowalam szybko pare majtek, koszulke i obowiazkowo aparat. Zeby bylo zwiezlie.
Nigdy nie myslalam, ze Londyn moze byc romantyczniejszy niz Paryz. Moze dlatego, ze nigdy nie bylam tak steskniona za duzym miastem. Ciepla noc i swiatla. Miliony swiatel miasta przybierajce te fantastyczne formy. Swietliki, wezyki, punkciki, rozmyte plamy. Zatloczona ulica, kiedy probujesz przebyc London Bridge i potem bulwar. Nagla cisza, sporadycznie mijane osoby... i Tamiza. I znowu swiatla. Wszedzie. Zlota rzeka.
Idziesz dalej i mijasz malodziez raczaca sie roznymi trunkami, biorac pod uwage fakt, ze nie moga oni pzekroczyc legalnie bram klubow, okupuja ulice. Chlopcy na deskorolkach i piszczace wokol dziewczyny, zachwycajace sie nowymi technikami ich faworytow. Dluga rozmowa, smiechy i energia. Bierzesz ja z kazdego drobnego elemntu. Z tych wszystkich swiatel, z budynkow, z rozbieganych ludzi. A potem sushi i czerwone wino. Wszystko wydaje sie jeszcze piekniejsze.
Sklepy z ksiazkami i seks shopami w piwnicach, hari kriszna na ulicy, chinatown ze swoimi zapachami, wszech obecne bannery i rozswietlone reklamy. Pare drinow. Nowi ludzie. Studenci, artysci, bezdomni, biznesmeni, sekretarki, ksiegowi i projektanci. Wielu szuka rozmowy, inni wcale nie chca byc zauwazeni. Smiech, glosne rozmowy, ciepla przyjemna noc. Londyn noca. Biegniemy na metro, wiemy ze zdazymy, bo przeciez w ten weekend nie ma pecha. Kolejna noc, kolejne wino, mila kolacja.
Mila pani na recepcji zyczyla udanego pobytu. Oczywiscie, ze bedzie udany, jest tyle do zobaczenia, tyle do zrobienia a czasu malo. Odpoczywac bede w metrze a spac po powrocie, by tylu wchlonac jak najwiecej tej energii. bo weekendy sie koncza.
Dawno mnie tu nie bylo, ale tesknie za pisaniem, chce zebyscie wiedzieli, co sie dzieje, chce Wam to wszystko opisywac.
Witam z powrotem moi drodzy.
2008-02-29/19:00:44
skomentuj (3)
jajko
W tym roku nie malowałam jajek, ograniczyłam się do naklejek. Za to udało mi się napić z niemalże cała gromada ludzi, których chciałam spotkać po tych trzech kolejnych miesiącach. Tym razem wracać mi się wybitnie nie chciało. Czysta domowa kuchnia, wspaniałe jedzenie, najbliżsi ludzie cały czas pod ręką, wielkie wygodne łóżko i lody o smaku lodów, a nie rozpuszczonego proszku.
Na pytania mojej mamy, czy nie żałuje, że wyjechałam i czy nie lepiej, prościej byłoby mi zostać w domu, odpowiadałam, że to nie ma znaczenia czy żałuję czy nie, bo skoro już postawiłam taki krok to nie mam najmniejszego zamiaru się wycofywać. Zresztą i tak nie żałuję, bo wiem, że Ci, którym na mnie zależy zawsze są tam w domu i mogę do nich wrócić, a tylko Oni się liczą. To mi dodaje siły. Pewnie, że w domu byłoby mo prościej, studia w ojczystym języku, zapewnione miejsce do spania i dobre jedzenie, o które sama się martwić nie muszę. Ale zostając w domu nie nauczyłabym się tego wszystkiego, co tutaj. Odmawiania sobie niektorych przyjemności, by zapewnić sobie najniezbędniejsze rzeczy, dbania o samą siebie. Menu potraw, które Hitomi potrafi stworzyć poszerzyło się o pare pozycji, umiejętność kupowania "dobrze i tanio" osiągnęła u mnie już chyba szczyt perfekcjonizmu. Pracuję, studiuję a mimo wszystko się nie przemęczam, mam czas, żeby poleżeć na trawie z dobrą książką (tylko w języku polskim!) czy wyjść do knajpy i napić się pare kolejek.
Wiosną całe Wolverhampton wygląda inaczej. Wszędzie kwitną drzewa na biało, różowo, kremowo, pojawia sie przyjemniejsza trawa i gdziekolwiek się nie ruszę towarzyszą mi ptaki. Te same, które przez całą zimę miałam ochotę wymordować za darcie się o 4 nad ranem za moim oknem teraz wzbudzają na mojej twarzy szeroki uśmiech i zachęcają, żeby projekty robić na zewnątrz. No i jest przyjemnie.
Na miasto wylęgaja ludzie poubierani jak gdyby wybierali się na plaże. Z wielkimi torbami, w których mogliby pomieścić ręczniki i w klapkach z wciąż bladymi po zimie ciałami kręcą się to tu to tam, zapełniając ulice niczym promenadę nad morzem. Tak więc wyobrażam sobie, że za paroma budynkami jest wejście na plaże i ogromne morze. I jak już tylko skończę wszystkie egzaminy z pewnością sie tam wybiorę.
Jak tylko wreszcie uda mi się wygrać jaką aukcję, zaopatrzę się w nowy aparat a wtedy każdą wolną chwilę poświęcę na spacery i utrwalanie na negatywie tego, co dla mnie najpiękniejsze tutaj.
Teraz dni sa dłuższe, czas nie leci mi tak szybko, czuję że znacznie więcej mogę zrobić. Chyba pierwszy raz w życiu odczuwam wiosnę tak mocno. Różnica zarówno w wyglądzie miasta, jak i w zachowaniu ludzi jest tak wielka, że chciałabym by czas się na moment zatrzymał. Jedno jest pewnie, jeśli ktokolwiek ma mnie odwiedzać, niech to będzie wiosna lub lato.
Dobrze mi, chociaż nigdy tak nie tęskniłam za mamą jak teraz. Chciałabym by widziała jaka jestem szczęśliwa i chciałabym móc się do niej częściej uśmiechać.
2007-04-17/14:31:56
skomentuj (2)
nowe
Ostatnie trzy miesiące były dla mnie jednocześnie piekłem i niebem na ziemi. Doznawałam skrajnych wybuchów radości.. choć szczerze mówiąc rok rozpoczęłam jeszcze gwałtowniejszymi potokami łez.
Miałam się przekonać jak bardzo wierzę w siebie i swoje uczucia. Życie pokazało mnie, że nieważne w jak wielkim dole się znajdziesz, zawsze pojawi się ktoś, by pomóc Ci wstać. Że kiedy już wstałam, robiłam wszystko by iść dalej, nie zostawać na tej krawędzi.
Nie popadłam w książkową depresję, właściwie nie głodowałam.
Przyszła więc pora na zmiany, na odświeżenie moich przekonań.
Wiele razy wybierałam się na spacer, robiłam zdjęcia, aparatem który prawdopodobnie i tak nie działa, byłam cichutko, z nikim nie rozmawiałam. Myślałam sobie dużo. Siedziałam na zimnych ławkach, szukając buzią słonka, i szczęśliwie trochę sie go trafiło.
I któregoś dnia wiedziałam, że znowu jestem twarda, że nie mam już wcale ochoty dłużej płakać.
Fufi napisał bardzo dużo trafnych rzeczy. Wszyscy się zmieniamy. Czasem jedna są to rzeczy widziane tylko przez nas samych. Wydaje mi się jednak, że to ważne żeby człowiek się zmieniał. Poznajemy nowych ludzi, nowe teorie, nowe możliwości, rozwijamy się. Zmiany sprzyjają kreatywności, a ona według mnie jest w życiu bardzo bardzo ważna.
Zdystansowałam sie trochę do ludzi (chociaż wciąż nie do ich słów i czynów). Nie znaczy to, że buduję mur między sobą a innymi, wciąż w stosunku do nich jestem taka, jak byłam. Ale w środku jest inaczej. Tutaj ludzie przyjeżdżają, zbliżasz się do nich, każdy dzień spędza się razem, ale Ci ludzie po paru miesiącach wyjeżdżają. Rozrzuceni po całym świecie, wiesz, że większość z nich już nie spotkasz, wiesz, że za niektórymi będziesz tęsknić i zrobisz wiele, by do spotkania jednak doszło. Ale nie możesz tych miesięcy, lat spędzić wciąż tęskniąc. To chyba naturalne, że w takiej sytuacji człowiek nabiera dystansu, patrzysz na sytuacje z boku i wiesz, że będzie się powtarzać. Ale to jeden z efektów wyboru, jaki podjęłam.
Dni szczęśliwe, które dopełnić chcę ciepłym, krakowskim powietrzem. I zrobię to, już w poniedziałek :)
Do zobaczenia
2007-03-30/19:02:54
skomentuj (1)
fotolog
Zdecydowałam założyć też fotolog, to w nieco krótszej i bardziej zobrazowanej formie będę mogła zdawać relacje z tego, co u mnie.
http://hitomi.photoblog.com
Chociaż z tego miejsca i tak nie rezygnuję
2007-03-01/02:16:42
skomentuj (0)
:)
Wesołe dni, więc pokarz mi język to uśmiechnę się do Ciebie.
Ubierz mnie w czarna sukienkę w groszki i zabierz do kina, powiedz jak bardzo mnie kochasz.
jest znów wesoło
2007-02-28/16:01:47
skomentuj (1)
wolverhampton part2
Po prawie trzech tygodniach spędzonych wśród rodziny, przyjaciół, znajomych ponownie jestem tutaj- na lotnisku. Już chyba nie będę liczyć.
Pożegnana przez obszczaną deskę klozetową, przywitana... błękitno-fioletowymi światłami tunelu. Nieciekawe pożegnanie. Powitanie zreszta nielepsze.
Znów siedzę sama na lotnisku, znowu jestem zapłakana, bo teraz to nie ma dla mnie bardzije samotnego miejsca niż rzędy siedzeń na lotnisku, a za szklanymi drzwiami puste stanowisko autobusu. Wolałabym, żeby już tu przyjechał.
Trzy miesiące. Tyle starczyło, żeby trochę się pozmieniało. Każdy ma swój tłum, do którego mu spieszno. „Każdy sobie żywot skrobie”. Miłe spotkania, dużo wina się wypiło, trochę mniej żubrówki. Były przemiłe zaskoczenia, był tez i zawód. Ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo.
A teraz znowu siedzę tutaj. Słucham sobie Kaczmarskiego i wcale nie mam zamiaru poprawiac sobie humoru. Przez kolejne 40 minut będę się zakopywać głębiej pisząc, przez kolejne 1,5 godziny słuchając muzyki.
Nie wiem co będzie potem, nie mam kluczy do pokoju.
Wiem, że rodzice mnie nie przestana kochać i chwała im za to, to dzięki nim jeste tym, kim jestem, a źle mi z samą soba nie jest. Dzięki Nim i paru innym osobom.
„no hero in her sky”
Nie zrobiłam nawet połowy rzecz, które chciałam, dlatego też nie chcę juz niczego planować, nie chce obiecywać, bo wiem niestety, że moje słoa bywają bardzo niestabilne, niestety. Zawiodłam się tez troche na samej sobie. Nie doceniłam ani razu jazdy autobusem.
Nie lubię Warszawy. Zastanawiałam sie dziś dlaczego tak naprawdę, dlaczego tak się z Nimi nie lubimy. Bo oni są zazdrośni a my po prostu stwierdzamy, że są głupi? Czy dlatego, że nie chcą wpuszczac Krakowiaków na miejsca parkingowe, czy dlatego, że trąbią na siebie zbyt wiele i krzyczą, czy dlatego, że oni nie lubia nas, a przecież dłużni nie pozostaniemy. Zrobiłam sie jakoś strasznie wrażliwa.
Po moich osiemnastych urodzinach wciąż nastawiam się na jakieś nieszpodzianki, mam je w moich imaginacjach, marzeniach... wyobrażacie sobie ilu zawodów doznaję przez moją własną głowę? Myślę, że nie powinnam tak robić, a z drugiej strony nie potrafię.
„jeśli samolot skieruje się na ten tor tzn, że będzie na lotnisku”
Skierował się. Na lotnisku sa błękitno-fioletowe neony.
Chyba dlatego mi smutno, ale to nic, pójdę do asdy kupic sok jabłkowy. Dlaczego jabłkowy? Odpowiedź mam wypisaną na twarzy.
Mam jedno noworoczne postanowienie- więcej chodzić do kina.
P.S.
Sylwester miałam fantastyczny.
P.P.S.
Teraz jest już dzień później i nie jestem już tak zgorzkniała. Wręcz przeciwnie :)
2007-01-06/22:18:27
skomentuj (0)
2
Kilka nowych umiejetnosci, kilka nowych cech i przede wszytskim mnostwo wrazen. 18 grudnia wroce do domu, spotkam sie ze znajomymi, z przyjaciolmi, za ktorymi tesknie. W domu tez bede tesknic, bo tutaj rowniez toczy sie moje zycie. A pote wroce z powrotem do tego zapchlonego miasta i znow bede tesknic, za tym co zostawie w domu.
Zaczyna mi odpowiadac takie zycie. Duzo wina, smieszne jedzenie, troche wiecej odpowiedzialnosci.
Wybor - pieklo – podlamanie – zwyciestwo – szczescie
Mnostwo muzyki, projekty, rysunki.
A w glowie miliony kolorow, pomysly, cytaty. Filmy filmy filmy! Nie czytam, nie lubie czytac w obcym jezyku, wtedy jakos nie „czuje” tej ksiazki, chociaz brakuje mi tego dosyc, takiego oderwania sie czasem od wszystkiego. Juz dawno nie mialam tak wielkiej ochoty czytac,ale jak tylko wroce, zaopatrze sie w jakies dobre lektury, zeby przywiezc je ze soba na drugi semestr.
Poki co zamiast tego ogladam filmy, jak zwykle, i marze, duzo duzo duzo. Wyobrazam sobie, ze spaceruje po rynku, mroz szczypie mnie w uda, a wszedzie wokol rozchodzi sie zapach prazonych orzeszkow w miodzie. Zaraz potem ide gdzies z Wami na grzane wino, rozmawiamy, smiejemy sie, potem robi sie sennie, kazdy wraca do siebie, pije ciepla herbatke (tudziez kolejne grzane wino) siada przed telewizorkiem (Boze, jak mi tu brakuje tv), przy ksiazce, przed komputerem, albo po prostu idzie spac. A nastepnego dnia wybieramy sie na spacer, do lasku Wolskiego. Jest duzo sniegu i mamy sanki. Zdjecia, smiech i potem znowu grzanie tylka w jakims cieplym przyjemnym miejscu. Mam zamiar korzystac z zycia jak tylko sie da, kiedy wroce. Nie bede sie niczym martwic, nad niczym zastanawiac. Chce tylko slyszec Wasze glosy, chce uslyszec Ray`a Charles`a w swoim pokoju i poczuc zapach mandarynek i cynamonu. Zjesc gigantyczna zapiekanke ze szczypiorkiem i lody o smaku ciasteczek maslanych... a to mi sie akurat moze nie udac o tej porze roku.
Tutaj po raz kolejny przekonalam sie, ze dopiero w ekstremalnych warunkach przekonasz sie na kim mozna polegac. Dwulicowosc ludzi boli, ale przeciez nie bede sie tym wiecznie zamartwiac, mam wazniejsze sprawy na gowie jak chociazby fakt,ze Asda w niedziele otwarta jest tylko do 16 oraz fakt,ze zazwyczaj we czwartki pozostaje bez grosza w kieszeni. A mimo wszystko wciaz zyje jem i pije, a nawet do kina zaczelam chodzic. Tylko czasem czuje sie troszke zmeczona psychicznie. Troche duzo wrazen. Trzy miesiace i dopieor teraz zaczynam sie dostosowywac, wrazenie „wakacji” tak naprawde nie mija, ale cos sie zmienia. Robi sie bardziej „normalnie”. Potrzebuje tylko przez pare dni nie mysle o niczym, dlatego chce wrocic do domu. Przez trzy tygodnie chce prowadzic zupelnie beztroskie zycie. Jeszcze nigdy nie musialam tyle myslec o pieniadzach i pracy, jeszcze nigdy nie bylam tak naprawde „zmuszona” pracowac, a teraz znalazlam sie w takiej sytuacji.
Do zobaczenia w grudniu
2006-11-30/23:02:21
skomentuj (3)
Wolverhampton
Lotniska w Birmingham prawie nie zauwazylam. Zaspana wysiadlam z samolotu, z trudem odzyskalam moja walizke, podeszlam do jakiegos faceta i juz po pol godzinie bylam w Wolverhampton.
Cztery dni spedzone i facetow ktorych to znalalam jakies 25 minut okazaly sie nienajszczesliwsze dla mnie. Ciagle uczucie skrepowania, bo:
mieszkam i nich, jem u nich, korzystam z ich rzeczy. Za nic nie pozwolili sobie placic, nawet nie chcieli zebym im za duzo pomagala. Na cztery dni przygaslam, malo co mowilam, snulam sie jak cien, odpowiadalam jedynei na ich pytania i jedynie wieczorami an imrpezie czulam sie bardziej swoja.
Kiedy wiec tylko moglam przeciesc swoje rzeczy do akademika nie czekalam ani chwili dluzej. A tutaj na najpiekneijszej ulicy w calym Wolverhampton, gdzie meiszkaja najwspanialsi ludzie- Lomas Street zaczal sie moj maly raj. Kazdego wieczoru zbiera sie grupka ludzi
Hiszpanie, Niemcy, Polacy, Francuzi, Wegrzy...i jeszcze jeszcze jeszcze, robimy imprezy, poznajemy sie. Spimy do 13, 14 w swoich lub nie, pokojach, po to tylko by wstac zjesc sniadanie mistrzow (hiszpanski muffin i piwo) i na nowo rozpoczac impreze. Czasem idziemy na uczelnie cos zalatwic, albo napisac jakis test, ale szybko wracamy. Gotujemy sobie pierogi, lasagne, jakies wegeirskie cos, jakies niemieckie cos, fasolke i co tylko sobie wymyslimy. Oczywiscie burzujskie zarcie skonczy sie jak tylkoz aczna sie studia, bo wtedy godzinowo ciezko bedzie sie zgrac, poza tym co raz wiecej ludzi szuka pracy, a wlasciwie to wszyscy ale tylko mi sie na razie udalo. Czasem mysle sobie " moglas zostac w domu, rodzice by ci dalej dawali pieniazki, chodzilabys sobie na uczelnie, mieszkala w swoim pokoju i nie musiala sie martwic czy zgubisz klucz".Ale prawda jest taka,ze rodzice nie beda mi cale zycie dawali pieniazki,ze praca tez moze byc fajna, ze tutaj sa ludzie, ktorzy tez sie mna zaopiekuja (chociaz jeszcze nie tak fachowo jak w Krakowie), a pokoj po obklejeniu go zdjeciami wyglada naprawde niezle.
Choc przyznam musze ze poki co czuje sie jak na wakacjach, zycie od imprezy do imprezy na skraju bankructwa. Nie dociera do mnie fakt jak duzo czasu tu spedze.
I pomimo tego luznego, totalnie beztroskiego zycia przyjemne jest to,ze moge tez pogadac z ludzmi o czyms innym niz najtansze piwo w naszym sponsorowanym przez krolowa super tanim sklepie czy tym, co dzis bedziemy gotowac. Choc oczywiscie sa to rowniez niezwykle istotne kwestie. Tak czy inaczej mam juz swoja grupke ludzi, z ktorymi spedzam najwiecej czasu i za ktorymi wiem,ze bede tesknic kiedy wroce na dluzej do domu. Ucze sie hiszpanskiego w trakcie imprez i znam juz pare niezwykle przydatnych zdan, ktorymi pochwale Wam sie kiedys kiedy dowiem sie "jak to sie pisze".
Na razie dzieje sie tak duzo, caly czas ktos mi wlazi do pokoju, ja gdzies ide, takze nie czuje sie samotna, chociaz mam swiadomosc, ze i na to przyjdzie czas. Pocieszam mnie natomiast fakt, ze kiedy przyjade do domu na swieta to minimum na miesiac a jak dobrze pojdzie to prawie na dwa:) takze szykowac Wasze umysly na jakies sowite powitanie mnie.
Wiem, ze niektorzy z Was byli zainteresowani przyjazdem, not o informuje,ze chociaz podloge mam mala to walcie smialo :]
2006-09-22/15:59:42
skomentuj (7)
nic ciekawego
na razie nie bardzo mam czas,zeby dluzej tu posiedziec, na tym cudownym komputerze,ale
nowy mail: toperzykaw@interia.pl
nowy telefon (gdybyscie chcieli wiedziec kto pisze i dlaczego tak rzadko):(0044) 07783794670
i adres, gdybyscie chcieli napisac list do mojej Samotni, tudziez wyslac paczke z jedzeniem:] :
103 Essex House
Lomas Street, Halls Of Residence
Wolverhampton
West Midlands
WV1 1QU
United Kingdom
oczywiscie moje szanowne imie i nazwisko na pierwszy miejscu :]
P.S.
Zle nie jest.
2006-09-12/17:54:08
skomentuj (2)
„Lepiej spróbować i żałować niż żałować że się nie spróbowało"
„Przepraszam, czy mógłbyś wyjąć to piwo zza kurtki i zapłacić za nie tak samo jak Twoi koledzy?”
Krzyk, i jakieś wielkie cielsko nachylające się nade mną. Ochrona powinna przyjechać do 10 minut. W tym czasie zdążyli by mnie porąbać na kawałki i wynieść to swoje upragnione piwo. Coś jednak sprawiło, że się nie przesunęłam. Już niemalże czułam jego wielką łapę na swojej buzi… ale nic się nie stało. Podniosłam wzrok trochę wyżej, popatrzyłam mu w oczy i zadałam sobie w duchu pytanie, kto się bardziej boi. Ja czy on. Oczywiście nie mógłby się bać mojej osoby, ale chyba bardziej konsekwencji, lub samego faktu, że został ‘złapany’. Ostatecznie zapłacił kolega. A ja wróciłam na swoje miejsce podgłośniłam nieco radio i akurat usłyszałam całkiem adekwatny tekst „ja ciągle wieżę w gnijący świat”. Zastanowiłam się nad tym. Czy aby na pewno ?
Bynajmniej nie mam zamiaru rozwodzić się nad chamstwem tego świata. Dość drażliwych tematów na dziś.
I oto, proszę państwa nadszedł okres kiedy ‘prawie wszystkie piękne piosenki są o mnie!’. Teraz ja krzyczę do siebie ‘ to o mnie’, ‘ to idealnie pasuje do mnie’. Blablabla każdy to chyba przerabia raz na jakiś czas. Właściwie to nie tylko teksty piosenek, wszystko co z zewnątrz. Wydaje mi się, że to wszystko przemawia do mnie i usilnie chce mi coś powiedzieć, a ja miotam się od jednego zdania do kolejnego i nie wiem co mam myśleć, co mam postanowić, co zrobić.
„Mówi, że człowiek sam sobie tworzy właściwe chwile…”
Ja je chyba jednak czasem wymuszam na drugim człowieku, nie wiem czy to do końca w porządku.
To nie jest zbyt komfortowe uczucie, dlatego ostatnio nie przepadam za przebywaniem z samą sobą. Tłukę sobie do łba jakieś głupoty a potem budzę się rano i tylko fakt, że jest 5 rano uświadamia mnie, że w takim razie nie mogłam wrócić z przemiłego spotkania o 8 rano. Bo 8 jeszcze nie ma, tak samo jak żadnego spotkania.
To denerwujące.
“And in my dreams you're alive and you're crying”.
Szeroko rozwieram oczy, wysuwam jedną nogę spod kołdry i uśmiecham się na myśl o tym wszystkim co się stało.
„Make your smile sweet to see.
Don't you take this away.
I'm still wanting my face on your cheek.”
Podniosę się, to będzie piekny dzień, może noc się powtórzy. I wtedy olśnienie.
Sen. Pieprzony sen! Sen! Sen! Sen!
Opadam na poduszkę, czuje łzy w oczach. Błagam tylko się nie rozklejaj o 5 rano.
„But don't hate her when she gets up to leave.” Płyta chodzi. Ciągle ta sama. Wydaje mi się, że nawet piosenka się nie zmienia. To nie ma żadnego znaczenia, skoro i tak ciągle jest tam w głowie.
Cały dzień myślę sobie, że owszem „piękna noc się powtórzy”, ale pobudka również. Więc proszę Cię Dziadku Senny pozwól mi dziś nie śnić, bo potem tak cholernie boli.
“And in my dreams you're alive and you're crying”. Płyną, płyną te brzydkie potoki po policzku, żłobią sobie korytko, w którym znajda miejsce i jutro. Śmieję się cicho sama z siebie.
Wyciągam więc zdjęcia. Wiem, że Boo wreszcie uczy się hiszpańskiego, wiem jak o tym marzyła, cieszy mnie to jak cholera, już się uśmiecham, widzę jak przeżywa to wszystko c z Hiszpanią związane, widzę ją na zdjęciach które bym jej tam zrobiła, które jej zrobię. Widzę Hawanę w obcisłej wydekoltowanej bluzce Gochy i ten jego grymas na twarzy. Śmieję się, myślę sobie, że facet wyjeżdża do pięknego kraju, że zobaczy klify i wrzosowiska, że jedzie z ukochaną. I Sypią się zdjęcia. Łąki dzbanki, płetwy, uśmiechy, wyszczerzone zęby, papierowe łódki. Cieszy mnie to jak cholera. Widzę, że się dobrze wokół mnie dzieje. Udzielę ślubu, co działa na mnie jak narkotyk.
To miłe.
„We wnętrzu każdej grubej dziewczyny jest szczupła dziewczyna i mnóstwo czekolady” Myśl, jaka muszę być słodka dodaje mi otuchy.
Odbiera mi ją fakt, że kiedy już znalazłam porządnego faceta to ten się nie chce żenić.
2006-07-10/23:08:03
skomentuj (7)
brak
W pokoju jest przyjemnie. Lubię te czerwono- pomarańczowe ściany. Nie nudzą mnie.
Beton jest okrutny. Ledwie zrobię parę kroków a już nie jestem pewna, czy moje ubranie już się stopiło czy też pokryje mnie jeszcze przez moment. Duchota nie pozwala mi skupić się na niczym. Idę chodnikiem i nagle doznaję nieprzyjemnego a zarazem tak znajomego uczucia.
Robi się cicho, co raz ciszej. Gęste, zwieszone powietrze napiera z każdej strony, wydaje mi się, że zaraz wciśnie się do mego wnętrza by potem rozsadzić mnie od środka. Powoli zaczyna mi się robić niedobrze. Nikogo nie słyszę, a nawet oczy mam przymknięte, rozsadza mi gałki. Pora kupić sobie okulary.
W autobusie niezbyt inteligentnie zajmuję siedzenie na samym końcu. Każdą dziurę, a wiadomo w Krakowie nie jest ich mało, czuję w swoich wnętrznościach. Nie dojadę. Wysiadam na najbliższym przystanku. Myślę, że po imprezach wyglądam lepiej. Ludzie też tak myślą. Nie chcę nawet na nich patrzeć. Wszyscy w tym momencie wyglądają lepiej ode mnie.
Klimatyzator i kolejny dzień pracy.
Warto. Warto przeżyć kilka, a może i więcej chwil w tym zawieszeniu, żeby w wolnych dniach udać się do raju. Nie wiem czy był prawdziwy, nawet jeśli to imaginacja, to bardzo udana. Gratuluje mojej wyobraźni.
Dortex i Kuba na jakiejś wsi. Taczki zapełnione połową strychu. Stare żyrandole, czerwony czajnik, machina latająca, miotła czarownicy, odważnik… i trochę innych ciekawych przedmiotów z solarą na czele. Chwile spędzone na skałkach tudzież drzewie w tak miłym towarzystwie przypominają mi po, co istnieję. Istnieję, żeby żyć, żeby się uśmiechać i cieszyć tym drzewem i tymi skałkami. Bo wtedy chce mi się śmiać, biegać, znajduję w sobie niespożyte pokłady energii. Wywołać to potrafią ludzie. Nieważne gdzie. Choćby w kąciku dla dzieci w empiku, o czym zresztą sama się mogłam przekonać. Ważne z kim.
I tak, wielogodzinne oglądanie oraz taplanie się w muzyce i własnym łóżku kreują powoli nową, piękną, wizję, mój mały raj. Kiedyś Wam opowiem, tak przynajmniej mi się wydaje, póki co, musze się nim jeszcze nacieszyć. Oczywiście liczę na to, że w ciągu dwóch najbliższych miesięcy przekroczy granice mojej wyobraźni.
„-Matyldo, dlaczego mi to robisz? Zrobiłem ci tylko przysługę, nic więcej. Wczoraj nawet uratowałem ci życie tuż za tymi drzwiami.
-Właśnie, dlatego teraz jesteś za nie odpowiedzialny. Jełki uratowałeś mi życie, musiałeś mieć dobry powód. Gdybyś mnie teraz wyrzucił, to tak, jakbyś mi tych drzwi nigdy nie otwierał. Pozwoliłbyś mi umrzeć tuż za nimi. Ale jednak otworzyłeś drzwi.”
No właśnie, Drogi Leonie.
2006-06-25/22:48:03
skomentuj (3)
system metryczny
„Drogi Leonardzie,
Żeby spojrzeć życiu w twarz.... zawsze patrz życiu w twarz. Dopóki nie przekonasz się do czego ono jest. Do końca, aż je poznasz. Aby pokochać je takim, jakim jest. A później… żeby je odłożyć.
Leonard… Zawsze między nami całe lata… zawsze lata.
Zawsze miłość.
Zawsze godziny.”
Pink Floyd „One of the “
Czujesz tą niewyobrażalnie delikatną dłoń na swoich plecach. Znajduje się dokładnie w tym miejscu, które uwielbiasz. Każdy włosek uginający się pod jej ciężarem zsyła pod skórę bodziec. Za każdym razem inny, ale ciągle zmierzający do tego samego.
Za ile mnie pokochasz? Cholera, nie wiem czy tak naprawdę znam wartość pieniądza.
znowu i znowu. Znowu Pink Floyd, znowu wino, znowu to niewyobrażalne uczucie, że cały świat należy do Ciebie, że Ty należysz do świata, do siebie i do innych ludzi. Że możesz coś zrobić, że tak naprawdę ciągle coś robisz.
Kiedy zapytano mnie, czego boję się najbardziej, to czy odpowiedź „że stanę się złym człowiekiem” nie jest zbyt prosta? A może trochę górnolotna, czy jakby to nazwać zadufana?. Może ja już jestem złym człowiekiem
W „Siedem wcieleń Doktora Lao” jest taka scena, gdy kobieta przychodzi do wróżbiarza, by ten przepowiedział jej przyszłość.
Nigdy nie znajdziesz ropy na swoim polu. W twoim życiu nie pojawi się już żaden mężczyzna. jesteś bezdzietna, umrzesz bezdzietna. Dziecięca niewinność, która do tej pory przyciągała mężczyzn, umknie bezpowrotnie. A kiedy umrzesz, pochowają Cię i zaraz zapomną.
Jeśli kiedykolwiek miałabym podsumować moje życie, stać się soim własnym wróżbiarzem, to wolałabym nie usłyszeć od siebie samej tego typu przepowiedni. A nawet jeśli, to chciałabym mieć jeszcze trochę czasu, by spróbować coś zmienić.
W każdym razie, teraz nie czuję się leniem, a to fantastyczne uczucie :]
W przerwach między pracą i spaniem, spotykam się z ludźmi, oglądam anime (znacznie mniej normalnego kina ostatnio). Moją nową miłością został Kiba, tym samym odsyłam do „Wolf`s rain”. Znowu stać mnie na jakieś dobre wino i oczywiście bilety do kina, tudzież czyste płyty :]
Przyznam, że praca jako pani sprzedawczyni nie jest moim największym życiowym pragnieniem, ale obiecałam pomoc. Poza tym nie wiedziałam nawet, że może być tak śmiesznie ;) za sprawą ludzi, którzy tam przychodzą, muszę definitywnie stwierdzić, że to bardzo rozrywkowy zawód :]
Tak, jak przepowiedziały mi horoskopy, passa ostatnio sprzyja.
Każdego przedpołudnia chce mi się już wyjść z domu i robić cokolwiek. Ciężko jest się oderwać od tego „czegokolwiek’ ale szybko zapominam, bo pojawia się coś nowego. Ponowny problem mamy w nocy, z tymże zwyczajowe już marzenia ukajają moje pragnienie ‘robienia czegokolwiek’.
A przecież każdy wie, że marzenia się spełniają
Tak więc ponieważ jest już późna godzina, wrócę do moich Pink Floydów i położę się.
Dobranoc wszystkim.
2006-06-13/11:50:28
skomentuj (3)
pik pik
Jestem trochę zmęczona. Chyba przesadnie przejmuję się tym, że... no właśnie. Dziwna sprawa. Znacznie lepiej jest uchodzić w oczach innych za całkiem zwykłego człowieka. Nikt potem nie będzie miał do Ciebie pretensji, że się czegoś więcej spoedziewal po Twojej osobie. Bynajmniej nie mam zamiaru rozwodzić się na temat "zakłamania internetowego" :] na ten temat zostało powiedziane już tyle, że samo słowo "internet" wywołuje we mnie odruch wymiotny (rzekła w swej notce stworzonej na potrzeby internetowego pamiętniczka, tadam!).
Na wykładzie Mleczko powiedział, że czytając Gombrowicza w młodości nie spodziewał się, ze w poźniejszym czasie to wszystko, o czym ów autor pisał, odczuje na swej własnej skórze. W tej chwili pomyślałam, że najgorsze w twórczości Gombrowicza jest to, że tak dobrze ją rozumiemy, że to, co w niej zawarł nie jest dla nas czysta abstrakcją, jaką mogłoby się przez wzgląd na formę wydawać.
Mam już jednak dość literatury wywołującej we mnie głębsze emocje. W zasadzie mam chęć na swoiste odmóżdżenie. Żeby tak np popatrzyć się trochę w telewizor, poleżeć gdzieś i tak sobie po prostu leżeć.
Na Starowislnej otworzyli budkę z lodami. W zimie sa tam pączki, ale utarg jaki gościu nabija w sezonie to chyba mu za cały rok wystarcza. Te lody równiez mi się źle kojarzą. Zbyt wiele rzeczy mi się źle kojarzy. A właśnie, czy to ne dziwne. Miłe rzeczy rzadko mi się z czymkolwiek kojarzą.
Ale to się zmieni. Jak mniej więcej raz na ... na jakiś czas, stwierdzam, że mam ochotę na zmiany. Ubieram się bardziej kolorowo- człowiek pozbędzie się pary kompleksów i już mu się chce pokazać światu. Cenię sobie zupełnie niezobowiązujące znajomości, bez obawy, że ktoś zaiwdzie się na mojej osobie, bo więcej się spodziewał. Dostałam nauczkę.
Nie lubię ludzi uprzedzonych.
Właściwie to nie lubię samego słowa "uprzedzenie"
Ponadto irytuja mnie osoby dwulicowe. Dwulicowe i wiecznie "z problemem". Bywają męczący.
Zaimponowała mi szczerość Mleczki. Znam wiele takich osób. ALe u niego... to była taka czysta szczerośc, nie wynikająca z sytuacji, dostosowania się do rozmówcy. Zwykła szczerośc z jaką małe dziecko oznajmia, że zrobiło kupę.
Swoją droga na wykładzie, kiedy to przemawiła przedmówczyni rysownika, pojawiło się w mojej głowie wiele myśli.
Np. dlaczego ktoś irytuje się, że ktoś używa tytułu polskiego albo, że używa tytułu obcojęzycznego. W sumie... jeden stwierdza, że po prostu woli tłumaczenie, bo cięzko mu z językiem, inny, że właściwie to skoro jest oryginał, może by tak oryginału. Pewnie każdy ma swoje zdanie. Ja nie. Nie mam na to reguły, jak na większość spraw w życiu. I to dobrze. Bo potem chyba trzeba się do reguł dostosować, by im sprostać. W swoich oczach.
Miałam tyle napisać. Zmęczyłam się niemiłosiernie, w związku z czym skończę na stwierdzenie, że zaczynam się robić co raz mocniejsza i twardsza. Chyba lepiej mi wychodzi zdystansowanie do życia. Piękna sprawa.
2006-04-07/21:05:30
skomentuj (11)
shes pretty and i like her but shes too well
She Wants Revenge "Red Flags and Long Nights"
Kiedy tak maczam palec w słoiku nutelli wychodze z założenia, że jestem prawdopodobnie zbyt niezależną osoba. Nie potrafię się dostosować, ani zmienić złych nawyków. A kiedy wsadzam ten palec do ust, na mysl przychodzi mi jedno. Skoro życie jest tak piękne, że mogę sobie kosztowac owego specjału, jakim niewątpliwie jest wymieniany już przeze mnei produkt, to chyba nie powinnam w takim momencie rozważać kwestii mej osoby. Zajmuję się tym później- w autobusie, tramwaju, tudzeż szukając innej właściwej drogi.
Najczęściej dochodzę wtedy do wniosku, że wbrew pozorom jestem egoistką i tak naprawdę straszną okrutnicą dla innych. Że zbytnio przejmuję się innymi ludźmi i że tak naprawdę winnam nad sobą ciężko pracować, by w życiu nie dać się zgnoić takim dupkom, jakich już na swej drodze spotkałam. Nie powiem, żeby był to zły początek dnia. Ale nie jest tak codziennie. Czasem oddaję się całkiem trywialnym zajęciom, jak chociażby przyglądanie się własnym palcom (co prawda teraz nosze rękawiczki, i to w dodatku bez palców, ale przeciez kiedyś ta wiosna nadejdzie) lub palcom innych kobiet. Wkurwia mnie, kiedy facet ma bardziej zadbane dłonie ode mnie. Dlatego przestałam obgryzać paznokcie.
Pozwolę sobie jednak ponownie wrócić do tematu zbytniej niezależności. Właściwie można to uznać za problem jedynie w sferze związku partnerskiego, że się tak ładnie wyrażę. Bo w żadnej innej nie szkodzę innym ludziom. Może ich wkurzać, że chcę wszystko sama robić, albo żyć, albo coś. Ale przeż nikomu w ten sposób nie szkodzę, więc nie potrzeba się irytować.
Ale powiem Wam, co mnie irytuje straszliwie. Będą to z pewnością odsłonięte żaluzje w moim pokoju, bez mej wiedzy i zgody. Chociażbyście mi przeszukali szafki, poskładali w kostkę wszystkie ubrania, to jeśli odsłonicie te pieprzone żaluzje i ja dowiem się o tym po fakcie dokonanym, poznacie mą złość.
To drobnostka, zgadza się. Sama się wkurzam. Bo robię głupoty, o jakich poczytać można w najdurniejszych romansach. Przykład? Kiedy rozstaję się z kimś ważnym dla mnie wolę powiedzieć coś nie na miejscu, coś nie tak, by wkurzyć, by szybcije o mnie zapomniał/a, by nie wracał (oczywiście, wszyscy wiecie, że tak naprawde chodzi o przygody damsko- męskie) już do tych "pięknych chwil". A kilka miesięcy potem zastanawiam się, dlaczego do cholery tak zrobiłam! Dlaczego nie pozostawiłam po sobie wpsomnienia "tej uroczej dziewczyny, która zawsze pozostanie w mych myślach darem zesłanym z niebios".
Ha! Chciałabym, by tak mnie ktoś kiedyś wspomniał. Choc oczywiście wiem, że swym irytującycm sposobem bycia chyba nie zasłużę na takie określenia. DLatego też napisze kiedyś książkę o sobie samej. Oczywiście nie będzie to nigdzie powiedziane wprost, ale wierzcie mi, nie będzie się ciężko domyślić. Uruchomię mą ułańską fantazję. Moja bohaterka oczywiście nigdy nie będzie miała problemów z zakupieniem stanika, spotka na swej drodze mnóstwo problemów, którym oczywiście podoła- jak np. wybuch wulkanu, czy tez pościg za tornado w celach naukowych oczywiście. By przeżyć będzie się musiała imać wciąz nowej pracy, a za wyjątkowa niepunktualność wciąż ją zmieniać. Oczywiście nie będzie gotować dla siebie samej, ale przy wyjątkowej okazji, na którą oczywiście zaproszony zostanie niewysoki brunet, przygotuje obowiązkowo posiłek złozony z kilku dań z hektolitrami wina, które wyzwolą wniej rumieńce wstydu.
A właśnie, ważna sprawa. To wcale nie są rumieńce wstydu, lecz ogień pożądania. Tak, powiem Wam, że tak działa na mnei wino.
Rozluźnia, a zarezm pobudza. Uaktywnia sfery mego mózgu odpowiedzialne za Erotyczne Wizje Przyszłości (powinni stworzyć takie okreslenie naukowe).
Każdy łyk wina (od drugiego kieliszka zaczynając) dostaje się do mojego organizmu w zwolnionym tempie. Czuję niemalże każdy milimetr jaki napój musi pokonać by ostatecznie osiąść w wybranym miejscu. Ta droga rozgrzewa go jeszcze bardziej, bo kiedy już znajdzie się na wysokości mego brzucha czuję jak rozpromienia całe moje ciało. Czuję się piękniejsza. Zmienia się moja skóra, moje oczy. Najpiękniejsze jest to, że stan ten tak bardzo różni się od upojenia alkoholowego. Bo po winie pragnę czegoś więcej.
Dotyk będący tak subtelnym, ze niemalże go nie wyczuwasz. Sunący po włoskach w dolnej części pleców. Jak po skórce brzoskwini, kiedy sprawdzasz czy będzie dostatecznie słodka. Dotyk sunący wyżej, wzdłuż linii kręgosłupa aż do łopatki. Tak przystaje na moment.
Wciąz czuć to wino, które powoli zaczyna mieszać w głowie i właściwie nie wiesz do końca czy jest to dotyk cudzej ręki, czy wyobraźnia. I ramiona przy których wszystko staje się bardziej wyraziste, wino odchodzi na drugi plan. Czujesz niewyobrażalny wstyd, że pozwalasz na tak wiele, a zarazem słyszysz jak nabrzmiałe pragnienie rząda więcej. By zapomnieć o wstydzie a dopuścić delikatny instynktowny lęk. Jak zawsze przed czymś nowym. A mężczyzna, wierzę, że potrafi sprawić, by za każdy razem było to czymś nowy. Ten sam dotyk, po tym samym winie.
Mężyczna powinienen znać ciało kobiety. Oczywiście każde jest inne, dlatego jest to tak piękne.
Jako wspólnik wina powienien wiedzieć, gdzie dotykać mocniej, gdzie delikatniej, kiedy całować namiętnie, a kiedy ledwo muskać wargami. Gdzie położyć całą dłoń, a gdzie jedynie koniuszki palców. Musi znać kobietę, której chce dać rozkosz. Nie tylko fizyczną. Musze wiedzieć, że dla mnei jest wyjątkowy, że jestem dla niego piękna, że akceptuje wszystko. Że doskonale wie, co ma robić. Powienien mi pokazać, że po tym winie ja naprawdę jestem piękniejsza a to nie tylko wytwór mej wyobraźni.
Możecie sobie mówić, że to łatwy sposób na dowartościowanie się. Nie, to nie jest tak. Kobieta zakompleksiona czy nie potrzebuje takich momentów w swym życiu. Jesli powiem, że po to, by się nią czuć, uznacie za zbyt oklepane. To ja powiem, że po to, by wiedziała, że nie będzie skazana na samotność, chociażby się od niej odwrócił ten który to właśnie kosztuje jej słodyczy.
Dużo wymagań i oczekiwań? Pewnie tak, ale co zrobić, kiedy się takie wizje snuło.
Ja naprawdę lubię wino.
2006-03-20/20:50:06
skomentuj (15)
uch
Włączyło mi się "any other name", a ponieważ mam do tego utworu ogromny sentyment, ustawiłam na liście tylko ten jeden. Będę słuchać cały wieczór. To jeden z tych kawałków, które się nie nudzą. A tak przy okazji zauważyłam, że to najczęściej muzyki filmowej mogę słuchać bez znudzenia. Nie, to chyba nie dotyczy mojego zboczenia, ale po prostu te utwory są jak gdyby nieco bardziej złożone w mojej głowie. Otóż stanowią nie tylko zapis jakiejś tam sytuacji z mojego życia, a bardziej odczucia bo to z nimi mi się piosenki kojarzą a nie z konkretnymi sytuacjami, tak więc stanowią nie tylko zapis tych moich emocjami ale również konkretną scenę. A jak wiadomo filmy to ja lubię. Tym bardziej, kiedy mogę sobie powspominać jakąś dobrą scenę. Z takich zapamiętuję utwory. Chociaż nie tylko. Bo czasem zapamiętuję sceny właśnie przez wzgląd na muzykę.
I tak przy tych to dźwiękach przypomniały mi się wydarzenia niedawne. Choć jakby nie patrzeć mija prawie rok. Właściwie wydarzenia dawne. Rok to dużo. Tak czy inaczej w głowie mi się przewróciło. Poczynając od różowych cadillaców kończąc na zwyczajowym zgłębianiu spraw politycznych naszego kraju. O tak, nawet ja zaczęłam oglądać wiadomości.
No ale, co z tego.
Tęskno mi troszkę do tych moich odjechanych marzeń z chwil przed zaśnięciem. Kiedy to rozścielałam łóżko, nastawiałam odpowiednią płytę i szybko wymyślałam temat na „dziś” i tak spędzałam minimum pół godziny na tych moich wizjach. Jeździłam na nartach w Alpach, odbierałam Oscary, biegałam z jakimś dzikusem po dżungli, a zaraz potem w żółtej bluzie po planie filmowym, kochałam się na koncercie Deftones i grałam na fujarce z Włóczykijem. Czasem bywałam na własnym pogrzebie, czasem wydawałam napisana przez siebie książkę. Jadałam w jakiejś restauracji, gdzie spotykałam Don Juana. Kochałam się z nim w jakimś dusznym, pełnym kadzidełek pomieszczeniu z mnóstwem poduszek.
Wpieprzałam pistacje i pizzę mieszkając w jakimś wesołym domku z cała grupą ludzi.
Ludzie
Chyba nie powinnam tak po prostu iść dziś spać. Powinnam wrócić do swoich wcześniejszych przyzwyczajeń wieczornych. Wtedy wydawałam się sobie jakaś szczęśliwsza.
Doszłam do wniosku, że nawet jeśli moje życie nie do końca będzie takie, jak ja je bym sobie wyobrażałam, właściwie jak je sobie wyobrażam, to przecież wciąż w dużej mierze będzie ono zależeć ode mnie. Nawet pracując w jakimś zakichanym biurowcu, czy tez będąc sekretarką w głupiej spódnicy to przecież po pracy wcale nie musze lądować przed tv lub po prostu lądować- w domu. Czemu by nie obejrzeć dobrego filmu, wybrać się na spacer, narysować jakiegoś wisielca nakręcić amatorski film. Przecież mogłabym się zapisać na szermierkę. No, nigdy nie uprawiałam szermierki, czemu by nie spróbować. Wolałabym coś robić. Żebym pod koniec dnia mogła spojrzeć na coś, co zrobiłam, lub czuć zadowolenie. Nawet jeśli bym się nigdy miała nie zrealizować to przecież próbować mogę. A może los odmieni to życie, jeśli będę wybitnie uparta. Póki co jednak pozostajemy przy wersji pierwotnej- będę robić filmy. A jak nie... to może rysować komiksy. Alternatywnie mogę zostać korespondentem z Japonii do jakiejś gazety. Ewentualnie... nie, oceanologiem być nie mogę- biologia. No ale przecież zawsze mogę robić wykłady filozoficzne. Też bym była szczęśliwa. Tak czy inaczej otworzę rock’n’rollową knajpę, z konkursem tańca i siedzeniami w różowych i czarnych cadillacach. Na ścianach zawisną zdjęcia gwiazd filmowych z tamtych lat i ... i też będę szczęśliwa.
Spróbuję dodać zdjęcie. Niech będzie, że to Dortex i Fufi
Dobra...sory, ale ni chuja. Zdjęcie się nie chce dodać. Musicie sobei wyobrazić
2005-11-16/21:23:58
skomentuj (12)
nowe motto życiowe
"Sprzeciwiać się monotonii, popierać różnorodność,
Sprzeciwiać się ograniczeniom, popierać szaloną namiętność,
Sprzeciwiać się jednomyślności, popierać hierarchię,
Sprzeciwiać się szpinakowi, popierać ślimaki w ich skorupkach."
!!!
2005-10-26/22:13:49
skomentuj (2)
nieważne, co powiem
Jestem człowiekiem szczęśliwym.
Moje życie to właściwie wielki kawał do pozazdroszczenia... tak myślę
a mimo wszystko chciałabym dziś umrzeć. To są straszne słowa. Brzmią dla mnie jakoś tak obrzydliwie, niedopuszczalnie, żałośnie.
a mimo wszystko
2005-10-25/23:01:51
skomentuj (2)
pop
Słucham Raya Charlesa i mam cholerną ochotę na wino. Tak dawno nie piłam już dobrego, czerwonego. Mam ochotę pójść gdzieś na dobry obiad, mam ochotę wybrać się do herbaciarni, usiąść i spokojnie porozmawiać. Nie mam ochoty na krzyki, na głośną muzykę, na bieganie. Potrzebuję wiele spokoju. Trochę nie pomojemu. A to niedobrze. Bo kręcie film, do którego potrzebuję energii... potrzebuję psychodelii. Jest za wiele spokoju. A może tylko dziś mi się tak wydaje.
Co raz częściej miewam wyrzuty sumienia. Wciąż czuję, że za mało robię. Wiele razy słyszałam i moich małowidocznych staraniach i niestety. Nie potrafię ich polepszyć.
Mam wyrzuty sumienia, ponieważ wciąż nie daję tyle, ile chcę. Ponieważ ciągle czuję, że za dużo zostawiam. Ha! egoistka się ze mnie zrobiła.
Znów zaczęłam przejmować się największymi drobnostkami, znów zbyt wiele rzeczy podciągam pod swoje "niedomaganie". A najgorsze z tego wszystkiego jest to, że mam tego świadomość. Tyle razy mi mówiliście...
Wykonczę się. Jełśi nie umrę poprzez zakrztuszenie własną sliną to na pewno przez ciągłe poczucie "że to za mało".
To chyba ten kompleks.
Ironia innych staje się powoli niszcząca. Oj, nie jest problemem odpowiadać na nią jeszcze gorszą postawą, pokazać obojętność. To naprawdę nietrudne.
Opracowuję nowe techniki kręcenia. Niestety wykazuję się wciąż totalnym brakiem profesjonalizmu :] w pełni tego słowa znaczeniu.
Od taty pożycze stołek. Przynajmniej ten stołek będzie niemalże profesjonalnym stołkiem reżysera.
Uświadamianie mi, że żyję w iluzji, w ułudzie? prosze bardzo, można to robić, śmiało. Można przypominać mi na każdym kroku, że moje wyobrażenia nie mają poparcia w rzeczywistości.
Ale, że się tak wyraże- wara od zmieniania tego we mnie. Jeśli nie pasuje, to proszę bardzo (palec wskazujacy na drzwi), bo ja tego się nie wyzbędę. Chcę wierzyć, że niezależnie od tego jak jest, może być jeszcze lepiej i, że niezależnie od tego jak jest teraz, kiedyś moge wywalczyć to, co teraz nie jest realne.
I bardzo proszę o nieprzypominanie mi za 50 lat "a widzisz jak to jest", bo ja do jasnej cholery wiem jak jest!
2005-10-15/00:35:51
skomentuj (4)
nic odkrywczego
"aaaa moje życie to pasmo niepowodzeń..."
i zaraz po wymówieniu tego zdania, wiesz że to gówno prawda :)
trzeba mieć nadzieję
2005-10-02/11:05:11
skomentuj (13)
poczułam moc między nogami
Co się stanie kiedy nagle poczujesz, że nie masz siły tłumaczyć, że nie masz siły wyjaśniać, że chciałbyś, by wszyscy wiedzieli,ale nie potrafisz tego powiedzieć? Ja nie wiem co się wtedy stanie,ale wiem co zrobię, kiedy poczuję się naprawdę źle. Kiedy będę wątpić w siebie. I wtedy zaraz po tym jak spędzę noc na moim dywanie, dusząc się w dymie kadzidełek sącząc to wino, które już chyba mi zamiast krwi płynie nakręcę film. Tak, moi drodzy, wymyślę jakąs banalną historię i pokarzę ją tak, jak ja ją widze. Zapewnie nie będzie to nic oryginalnego i że tak to pięknie ujme "trąci myszką" (Mister S). To nie jest istotne.
Bo jeden film już nakręciłam. I wiecie jak się czułam?
Byłam sobą.
Stojąc w pokoju Julii, na jej balkonie, będąc nad Wisłą, na stacji, na scenie w szkole... wcale mnie tam nie było! Nie, mogliście zobaczyć moją postać, ale mnie tam nie było. Zniknęły problemy. Na te kilka godzin, kiedy kręciłam, mrużyłam oczy, wymyślałam ujęcia i zastanawiałam się czy wszystko dobrze wygląda. Na te właśnie godziny zapominałam.
Skakałam z radości, kiedy cos poszło nei tak, jak chciałam, mrucząłam i kazałam powtzrać, kiedy tak nie było.
Czułam.
Wciąz czułam to wszystko
Czułam znudzenie i smutek dziewczyny.
Czułam zauroczenie i zdegustowanie mężczyzny.
Czułam pewien dyskomfort, czułam że przeszkadzam w pewnej intymności, że wchodze tam, że patrzę na to, na co nie powinnam. Ale to było w mojej głowie. To tam powstało i z pomocą dwóch osób ma się pokazać innym ludziom.
Poczynając od rezygnacji do istnego samozaparcia.
Skonczyłam.
To mój mały sukces. To mój naprawdę wielki sukces. Bo nie skończyło się na pustym gadaniu. Spisałam ten cholerny scenariusz i nakręciłam.
Zmobilizował mnie konkurs, fakt, ale to nieistotne. Wiem, że mogę. Że niekoniecznie jest to dobre,ale te wszystkei emocje, jakie mi towarzyszyły podczas tworzenia... to wszystko jest niezastapione.
Wiem, że to forma ucieczki, wiem, że to tylko kilkugodzinna forma ucieczki.
Wiem jednakże, że to pozostaje mi na całe życie, że tego filmu nikt mi nie odbierze. Robię się pazerna :)
a teraz odpocznę... i napiszę drugi scenariusz
2005-09-12/22:50:11
skomentuj (12)
nie umiem umiescic zdjecia
Dobra. Całkiem na spokojnie.
Wiem już, że nie będę pierwszym w historii łódzkiej filmówki, który dostał się na wydział reżyserii bez uprzednio ukończonego innego kierunku lub dłuższego stanu żywotnego niż 19 lat.
To wcale nie zmienia faktu, że będę robić filmy. Bo konkretnie to zaczynam od tego tygodnia.
Amatorszczyzna.
Teraz mam burdelowy pokój. Czerwono- pomarańczowy. I pokochałam go na nowo. Jest wściekły.
Moje życie to kalejdoskop. Wciąz coś się zmienia. Teraz zmiany znaczące. We wszystkim. Na każdym podłożu niemalże. No dobra, nie przesadzajmy, ja zostaję.
Jestem na siebie zła. Za mało we mnie sapozaparcia, chęci, a za wiele gadania. Wciąz mówię, mówię, mówię. Chcę więcej robić. Tylko,że to wszystko zalęzy ode mnie. Mądrość życiowa.
Cztery kadzidełka w czerwonym pokoju.
Jestem za mało stanowcza. Wobec siebie. Za dużo marzę, pozostając w tej sferze. Teraz wiem, że wiele zależy ode mnie.
Zbyt wiele?
Ha, kiedy nagle zdajesz sobie sprawę, że masz swoje własne życie na swoich rękach... to co zrobisz najpierw? A co po chwili zastanowienia?
Ja właśnie myślę. Jak to wszystko rozegrać, żeby było przyjemnie.
Może to nie takie trudne.
Bolą mnie dłonie. Popadam w zabawy średniowieczne- haftuje.
Wiecie z czym mi się kojarzy słowo "sredniowiecze"? Z Pulp Fiction.
"Przysle moich ludzi i zrobia ci z dupy jesien sredniowiecza". Mam plakat z pulp fiction. Jackson i Travolta z gnatami. Jest wielki. A ja rozpieprzyłam antyramę.
Nie zwracam uwagi na ludzi w środkach komunikacji miejskiej.
Robię się trochę zbyt konkretna. Brakuje mi mojego sentymentalizmu. Wyrzuciłam nawet kolekcję listków papierów toaletowych.
Bredzę.
2005-08-25/22:14:17
skomentuj (6)
ha!
Rock`n`roll
Znowu
Rano, popołudniu i przed snem.A potem przed śmiercią jakieś Dżordżowe.
Boo nie jest już pomyjem, teraz zbiera napiwki większe niż jej zarobki. Jest zajebiście opalona.
Szklanka wiesza zdjęcia w knajpie, będą o niej pisać w gazetach.
Kuba pił Finlandię za 10 zet pół litra.
Fufi doczekał się swoich leśnych bobków.
Kult gra na Malcie.
Wacik smaży się na plażach w Afryce.
Dortex żre francuskie kolacje.
Dżordż fotografuje zajebiste busiki.
Więcej powodów do radości? Mogę wymieniać więcej. Gdybym tylko sama nie uważała się za martwą. Znalazłam nowa metodę. Będę pasożytem. Rajcować się szczęściem innych i tym napędzać.
Wasz przyszły reżyser, który zasiądzie w jury w Cannes, zaraz obok Tarantina oczywiście (czytaj: JA) powiedział sobie stop. Nie szukam piękna. Ludzie w autobusie stali się nudni. Wszyscy patrzą ponad głowami innych. Stoją, wyglądem przypominając manekiny i patrzą przez okno ponad głową sąsiada. Wszyscy jeżdżą w okularach przeciwsłonecznych. Nikt nie uśmiecha się chowając brodę w kołnierz jak zwykła to robić Boo. Nie interesuje mnie o czym sobie myślą, zapewne sama mylę się oceniając ich. Ale oni naprawdę wyglądają na nudnych. Nie zwalniam miejsca staruszkom. Mam obolałe nogi.
W wolnych chwilach przebieram się za Chaplina i chodze po mieszkaniu. Czasem słucham rock`n`rolla i robię show. Przed własnymi psami.
Tęsknię za ludźmi, którzy teoretycznie wydają się być tak blisko. Ostatnio niczym ani nikim nie mogę się dostatecznie nasycić. To jakbym sobie liznęła raz piątysmakloda (bo wiadomo, że są cztery podstawowe, piątego każdy szuka, co to ukryty jest w jakiejś tam światyni- tak przynajmniej w "Klanie na drzewie" podawali) i upadł mi na ziemię. No lody mają to do siebie, że się lubią łamać. Ale to nic. Szukać można dalej.
Nie czuję wakacji. Nie leżę nigdzie odłogiem, zabijając packą muchy, nie jem konserwy ani grzanek z grilla posmarowanych czosnkiem. Nie śpię na plaży, ani w samochodzie, nie jeżdżę pociągiem, nie robię głupich rzeczy. Mam ochotę na szaleństwo, a nie mam nawet siły się porządnie podetrzeć.
Na żaluzjach mam co raz więcej zdjęć całujących się par, bożyszczy kina, którzy teraz szczęki w szklance znaleźć nie mogą (ja nigdy nie byłam dostatecznie trendi, dżezi i cool by pokochać Brada Pitta), ludzi mi właśnie bliskich, pięknej Audrey Hepburn, scen ze Śniadania u Tiffaniego i w ogóle scen. Oglądam "moje" kino i potem miewam sny z lekką nutką erotyzmu.
Wciąż sypiam jedynie z TamTamem i wciąz piję wino leżąc na podłodze.
Piszę listy i wycinam kolorowe papierki (cokolwiek by to nie znaczyło).
gdyby kogoś interesowało co u mnie słychać.
"Tu jest 40 stopni w cieniu, nie ma ciepłej wody, sklep 2km od domu, śmierdzi krowią kupą, a najczęstszym zajęciem moim jest zabijanie insektów packą. Kochana ratuj:( " - wakacje Kuby. Lansujemy (modne ostatnio słowo się stało, ble) akcję wakacyjną "podaruj Kubie wolność".
A co! Bawcie się ze mną:
Joe Cocker"You can leave your hat on"
Amanda Lear "Enigma"
Archies "Sugar Sugar"
Pointer Sisters "I`m so excited"
Ray Charles "Hit the road jack"
(Grease)John Travolta & Olivia Newton Jones "You`re the one that I want"
(Grease) Travolta i reszta gangu "Grease lighting"
tyle Wam starczy, ciekawe kto przesłucha
2005-07-12/20:14:57
skomentuj (11)
I`m not crazy
RICKY:
When you see something like that,
it`s like God is looking right at
you, just for a second. And if
you`re careful, you can look right
back.
JANE:
And what you see?
RICKY:
Beauty.
JANE:
Is it only dead things?
RICKY:
No. Not at all. No, it`s
everywhere. You just have to be
open to it.
Jadąc tym cholernym autobusem miałam w głowie te słowa. Słowa o pieknie. Czułam się jak gdyby nic mnie nie dotyczyło, jakbym dobrnęłą do tego piękna. Wiedziałam siebie, czułam ciepło, czułam ten niesamowity dotyk, delikatny muskający ramiona i usta. Czułam ten cudowny smak, lekko słodkawy, świeży. Czułam przyjemny chłód pod plecami.
I ja naprawde nie widzę tych wszystkich ludzi w autobusie, mnie tam naprawdę nie ma. Jest tylko to piękno. I nagle czuję ochydny zapach, ten codzienny smród! Gdzie się podziały moje słodkie truskawki? Odór uniemożliwiający oddychanie. Dokładnei tak, jakby ktoś wsadził Ci coś metalowego do buzi, stare, przyrdzewiałe klucze. Odzywa się żóładek... ocho, jak po dobrej imprezie. Usta wydają się wypchane jakąs watą. Ktos nadepnął mi na stopę, ktoś wbił łokieć pod żebro, słysze skrzeczący głos głupich dziewuch tuż obok. Gdzie mój spokój?
Uciekam wzrokiem za okno. Szyba jest tak brudna, że nawt kolory ulegają deformacji. Tylko jakies tłuste plamy. Już widzę spoconą osobę opierającą czoło o tą szybą, na której potem zostaje ten ochydny odcisk. Kurwa! Jest głośno, brudno, cholernie ruchliwie i ja czuję, że moje serce tego nie wytrzyma, boli mnie fizycznie, kłuje, no ale wciąz bije...jakiś plus. I nagle orientuje się, że znowu beczę. Znowu łzy walą strumieniami.
Usta mam zapchane tym metalowym cholerstwem, to nawet krzyknąć nie mogę by się kurwa odsunęli! Prawie jakby mi ktoś aparat na żeby włożył i złączył gorę z dołem... no, to tez metalowe. Płacze, ale nikt nie zwraca na to uwagi. I dobrze. Nie mam ochoty z nikim orzmawiać. Czemu nei mogę zniknąć, stać tam sama. Bez tych wszystkich oczu, bez tych łokci, stóp.
Sama chcę przeżywać ten ból, że znikło moje piękno, że już go nie ma, że uciekło. please come back into my arms
RICKY:
Want to see the most beautiful
thing I`ve ever filmed?
On Video: Were IN an empty parking lot on a cold, gray day. SOmething is floating across from us... it`s an empty, wrinkled, white PLASTIC BAG. We follow it as the wind carries it in a circle around us, something whipping it about videntty, or, without warning, sending it soaring skyward, then letting it float gracefully down to the ground...
Jane sits on the bed. She watches Ricky`s WIDE-SCREEN TV, her brow furrowed, trying to figure out why this is beautiful.
RICKY:
It was one of those days when it`s
a mminute away from snowing and
there`s this electricity in the
air, you can almost hear it, right?
And this bag was like, daming with
me. Like a little kid begging me
to play with it. For fifteen
minutes. And that`s the day I knew
there was this entire life behind
things, and... this incredibly
benevolent force, that wanted me to
know there was no reason to be
afraid. Ever.
Video`s a poor excuse. But it
helps me remember... and I need to
remember...
Now JANE is watching him.
RICKY:
Sometimes there`s so much beauty
in the world I feel like I can`t
take it, like my heart`s going to
cave in./ "Amercian Beauty"
2005-06-13/23:04:16
skomentuj (9)
Dzisiaj świat należy do mnie
To nic, że przez ostatnie kilka tygodni czułam się jak afrustrowana trzydziestolatka, kiedy to po tych cholernych sześciu miesiącach puściły mi nerwy. Kiedy wszystkie napięcia, spięcia i brzdąknięcia nagle dały o sobie znać "halo, chcemy już wyjść". I tak stopniowo dopuszczając je do swojej jaźni nim się spostrzegłam a każdy wieczór spędzałam na lewitowaniu i wsłuchiwaniu się w muzykę. TĄ muzykę. Potem przychodziło zdanie "moje życie to pasmo niepowodzeń" i łzy. Znajduję u siebie cechy tragicznych bohaterek filmowych, czy też książkowych, które niektórych śmieszą innych rozczulają swym zachowaniem. Kiedyś chyba zrobię taką listę.
To nic, ponieważ dziś się wyspałam. I teraz kiedy moje oczy o pranku nie są przekrwione, kiedy nie muszę kłaść na nich kostek lodów, a mama nie patrzy na mnie krzywym okiem, jak gdybym tej nocy wcale nie spędziła w domu, i teraz tymi własnie oczami świat widzę inaczej. Na nowo jestem optymistką. O tak, prosze państwa, kto wie, może stara Hitomi wróci. Oczywiście muzyka, łzy i lewitownie zostanie...ale mimo wszystko zawsze budziłam się z nadzieją i tak będzie i tym razem. Mam nowe cele, nowe pragnienia. DO starych przygotowuję się już pełną parą.
Oczywiście nie ma sensu się odchudząc, bo przecież mam na to całe życie a firma Chipsy Lays może zbankrtować w każdej chwili, dlatego muszę korzystać póki oni jeszcze istnieją. Poza tym zmuszona byłabym wtedy do kupna nowych ubrań a na to nie mam pieniędzy.
A tak na marginesie to prawda- pozostaje buziak i dobranoc.
2005-06-07/10:02:33
skomentuj (8)
pretty
"Bo wszyscy jesteśmy stuknięci. Cały świat zwariował. Obłąkani lunatycy! Jedynym powodem, dla którego nie zamyka się nas w wariatkowie, może być to, że jest nas tak wielu. Jesteśmy więc stuknięci. Kierujemy się stukniętymi poglądami na miłość , związki międzyludzkie, szczęście, radość, na wszystko. Jesteśmy do tego stopnia stuknięci, że kiedy wszyscy są co do czegoś zgodni, to z całą pewnością możesz być pewien, że się mylą!"
Tak... otacza mnie sporo takich wariatów, szaleńców, dzięki któryym żyję... ale ileż razy ja to już pisałam.
Ostatnie dni opierały się na moim utwierdzaniu się i przekonaniu odnośnie otaczających mnei ludzi. Ostatni weekend mieszkałam praktycznie z Boo, leżałam na trawie ze Szklanką i podziwiałam niezgrabne nogi aktorek z Wacikiem, tańczyłam z Miśkiem, patrzyłam na Dżordża, kupowałam Kubie piwo, próbowałam wyciągnąc Fufiego na parkiet. Dużo tańczyłam, wciąż się odchudzam, napisałam na serwetce kilka zdań.
Ostatnie dni były piękne.
"to nie zabawa, to zakodowana w DNA walka, nie zapominaj że w przyrodzie wśród ssaków przeważa system haremowy" Fufi... najlepszy doradca sercowy :]
2005-05-07/23:15:05
skomentuj (3)
"nie ma heterosów,są tylko faceci źle podrywani"
"Stało sie tak, że on ją całuje, a potem grzecznie mówi dobranoc i odchodzi. Co to ma znaczyć? Taka sytuacja przypomina drapanie się przez but... niezręczne, niedokończone uczucie, gorsze niż dezczowy dzień latem. Można sobie wyobrazić, że tej nocy oboje przewracają się w łóżku bezsennie. W dzisiejszych czasach wszystkie miłosne historie sa takie. To przygnębiające."
Szczęście mężczyzny: zrobię
Szczęście kobiety: on zrobi
Nietzsche
2005-04-30/00:33:11
skomentuj (5)
nie odchodzi się bez pożegnania...
Półtorej roku temu poznałam pewnego człowieka. Normalne- nowa klasa.
Po obozie stał się bliskim kolegą. Nie dało się Go nie lubić. Uśmiechnięty, pełny energii, idealny partner do zabawy... człowiek-uśmiech. Czasem tylko siedział zapatrzony w ścianę, we własne dłonie. „Zawias” mówiliśmy wszyscy.
Poznawałam Go bliżej. To nie był zawias. To był człowiek udręczony nudą. Budą, jaką szykowało mu życie, nudą w której nie potrafił odnaleźć celu, sensu. Kiedy mówił: „to bez sensu” to nie były puste słowa.
Dlatego tak ważni byli dla Niego ludzie. Może to nas zbliżyło, tak samo mocno przywiązywał się do otaczających Go ludzi. Dlatego też strasznie przeżywał, kiedy ktoś zapomniał zadzwonić, długo się nie odzywał... panikował, od razu skazywał znajomość na zagładę „już o mnie zapomnieli”... po to tylko by potem paść w ramiona przewracając niemalże na ziemię.
Tak właśnie widziałam Go ostatni raz. Ponad tydzień temu, na lotnisku, kiedy żegnaliśmy Francuzów. Musiał już iść. Zawsze ściskał tak samo mocno, był wysoki więc wyglądało to przy mnie komicznie.
„Puść, bo mnie udusisz głuptoku” teraz żałuję, mógł mnie ściskać nawet godzinę. Już nigdy tego nie zrobi.
Mało kto wiedział, że ma problemy, mało kto wiedział, jak poważne. Zżerały Go od środka. Mimo wszystko bawił się z nami. Słowa pomagały mu najbardziej. Ostatnie dni, kiedy Go wdziałam, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Cieszył się tak strasznie, że spędza z nami czas, że poznał Francuzów, że za tydzień znowu pójdziemy razem do knajpy. Ale nie poszliśmy już. I już nie pójdziemy.
Pamiętam Go dokładnie. Kiedy śpiewał piosenki Britney, kiedy zafarbował się na „jajko”, kiedy pełen podekscytowania palił papierosa, kiedy opowiadał mi o swoim pierwszym piwie, kiedy narzekał na za dużą ilość wolnego czasu, kiedy popychał mnie na korytarzu, kiedy próbował mnie zrzucić ze schodów, kiedy nie rozpoznał Grodzkiej, kiedy zakładał odwrotnie soczewki, kiedy mylił przystanki, autobusy... Jego przeciągłe „ej noooo”
To był Kamil. Teraz oczekuję by dowiedzieć się, czy to jakiś fagas Go pociął... czy też zrobił to sam Kamil. Co poczuję, kiedy druga wersja będzie prawdziwa?
„Dziękuję za ten wspaniały, cudowny rok, dzięki któremu poczułem, że w klasie można czuć się jak w rodzinie.
Z żalem opuszczam Was, moi przyjaciele. Je vous aime!
Nous sommes des etrangers. Chanter avec moi!“
Zawsze śpiewaliśmy razem z Tobą
2005-04-18/17:04:51
skomentuj (11)
sager
Nie będę się po razniewiemktóry rozwodzić o tym jak to było fajnie, podczas pobytu Francuzów u nas. Najważniejsza kwestia:
Stefan...taaaa to już chodząca legenda. Wieśniaczkowaty Arab o wyglądzie parówki, który żywił się jedynie szprotkami, nutella i colą. Miałam niewątpliwą przyjemność spędzenia z nim pod jednym dachem całego tygodnia i przyznam, że przeżycie było to co najmniej ekstremalne. Nie powiem... śmieszny był to czas. Obecnie po Stefanie fanatyku Tunezji, do której uporczywie nas zapraszał (wszyscy oczywiście garniemy się niemalże natychmiast w odwiedziny do Stefana), pozostała mi mała chorągiewka „Polska” (taki gift od opisywanej przeze mnie postaci:] ) i ciupaga, która to nie zmieściła mu się do torby.
Na szczęście Stefan znany również jako Sami El Kouki nie był moim jedynym gościem. Z Francji przywiało jeszcze Yanna, który okazał się tak fantastycznym człowiekiem, że już się na wakacje umówiliśmyJ gdyby ten chłopak mieszkał gdzieś bliżej, byłby niezłym kandydatem na naprawdę dobrego kumpla. Naprawdę SwójChłop.
Ogólnie rzecz biorąc to ilości wypitych ‘wściekłych psów’ czy też wypowiedzianych słów po francusku przebiły całe moje życie dotychczasowe. To był Tydzień Jedna Wielka Impreza, który zwieńczony został tragicznym pożegnaniem na lotnisku. Tragicznym, bo potoki łez i lamentów przeszły moje oczekiwania. Nawet Yann.
Nie wiem, nie wyobrażam sobie, by nasz kontakt się urwał. To dla mnie niewyobrażalne, że po zaledwie 2 tygodniach spędzonych razem przywiązałam się tak mocno do kilku osób. Stali się dla mnie naprawdę cenni. Spędzalismy ze sobą tak dużo czasu, rozmawialiśmy o tak wielu rzeczach...poznałam tak wiele nowych osobowości, tak różniących się od ludzi, których znałam do tej pory a zarazem tak podobnych.
Po tygodniu ich nieobecności dalej czuję sama. Budzę się rano w łóżku obok nei ma Magdy, ide do drugiego pokoju nie ma kogo budzić. Zawsze siadałam na łóżku i głaskałam Yanna po policzku, żeby się obudził, potem razem podziwialiśmy Stefana, którego co dzień mogłam oglądać w innej „porannej” pozycji. A bywały komiczne :] Następowałam rytuał Stefanowego poranku... lustro, lustro i nutella, i lustro oczywiście :] taki mały mafia ozon. Zdenerwowanie Madzi, która nienawidzi czekać i te upojne noce i wieczory...taaaa
Kupujemy sziszę. Kupujemy malibu. Jeden wieczór. Potrzebny mi ten wieczór dziewczyny
2005-04-17/23:01:23
skomentuj (3)
* * *
Layout created by Artmina
from Szablony blogowe
Pictures from onephoto.net